Łasic rozbiera choinkę, a wszystkim kogoś cholernie brakuje…

by

− Tomasz, Tomasz, gdzie ty to masz… − nucąc beztrosko, Zuzanna tanecznym krokiem wpłynęła do sali konferencyjnej. − Słuchajcie robaczki, mam pomysł na Sylwestra. Przebieramy się za co znaczniejszych polityków i w miasto! Graficy trzasną nam legitymacje poselskie, pobalujemy sobie na ich konto, zasłaniając się w razie czego immunitetem.
Naczelny tępo wpatrywał się w jakąś kartkę. Jacek zgasił papierosa i natychmiast przypalił następnego. Faux siedział na parapecie, wyglądał jakby zasnął, jednak nieznacznie uchylone powieki i zaciśnięte dłonie świadczyły, że jest inaczej. Łasic zapadła się w skórzanym fotelu, z pistoletem skierowanym w stronę choinki. Tłumik zamieniał strzały w ciche plaśnięcia, bombki pękały jak bańki mydlane.
− No nie, ubrani będziemy, immunitetem zasłaniać się w innym sensie… − Zuzanna opacznie zrozumiała ich milczenie.
Jacek bardzo brunatnym płynem z bardzo brunatnej butelki, opatrzonej czarną etykietką z wizerunkiem Jasia wędrowniczka, napełnił szklankę z grubym dnem i pchnął naczynie po blacie. Szklanka minęła naczelnego, podskoczyła lekko na jakiejś nierówności i roztrzaskałaby się niechybnie o podłogę, gdyby Zuzanna miała gorszy refleks. Albo gdyby była abstynentką.
− Powie mi ktoś, co się dzieje?! − Odpowiedziała jej cisza, którą zakłócił jedynie szczęk zmienianego przez płatną zabójczynię magazynka. − Czy może robimy stypę, ot tak, bez specjalnej okazji?
− Jedna gwiazdka… − Łasic prawie nie celując zdjęła kolejną ozdobę z czubka choinki.
− Przyszedł list od Tomka. − Naczelny nie odrywał wzroku od kartki.
− Złe wieści…? − Zuza pociągnęła długi łyk, nie czując smaku. Ostawiła naczynie ostrożnie, jakby napełnione była nitrogliceryną. Cholernie lubiła Tomka. Jak wszyscy, bo on po prostu nie dawał powodów, by go nie lubić.
I był jednym z nich.
Piotrek bez słowa podał jej list, machinalnie sięgnął po szklankę z brunatnym płynem i opróżnił jednym haustem. Naczelny nigdy nie pił w pracy. Musiało być gorzej niż źle.
Zuzanna przeczytała tekst, miał raptem kilka linijek. Podeszła do Jacka i wyciągnęła dłoń z kartką. Pstryknął zapalniczką, płomyk liznął brzeg papieru, zawahał się jakby, wreszcie jął go pożerać coraz zachłanniej.
Skończyły się bombki, Łasic kolejnym strzałem rozwaliła czujnik dymu pod sufitem.
− Nie myślałem, że kiedykolwiek będę musiał powiedzieć te słowa… − Naczelny popatrzył na zebranych, w jego oczach czaiła się determinacja. I jeszcze coś więcej. Tylko nieliczni wiedzieli, jak potrafi być bezwzględny i okrutny. Naprawdę niewielu miało okazję oglądać to spojrzenie. A nikt dwukrotnie. − Primus!
− Secundus. – Jacek dotknął kabury pod pachą.
− Tertius. – Faux zeskoczył z parapetu, wyciągnął nóż, który Łasic podarował mu pod choinkę i sprawdził ostrze.
− Quartus. – Zuzanna z tajemniczym uśmiechem musnęła palcami fałdkę na sukience w okolicy lewego uda. Jej legendarne podwiązki nie służyły wyłącznie przytrzymywaniu pończoch.
− Quintus. – Łasic z trzaskiem zmieniła magazynek.
Tomek naprawdę był jednym z nich i mieli zamiar to udowodnić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: